
"The earth is not a cold, dead place" jest to trzecie wydawnictwo tego teksańskiego kwartetu. Jest najkrótszy ze wszystkich (w końcu to ep-ka) ale za to chyba najlepszy. Mogę, a nawet muszę poprzeć Scuraffiego, i powiedzieć, że jest genialna. Nigdy nie słyszałem tak prostych lecz genialnych kompozycji. Trzy gitary i perkusja, to wszystko (nie wiem gdzie słyszałeś tam klawisze Scurku).
Jest jeszcze jedna niesamowita rzecz w przypadku tej płyty i w ogóle EITS. Tytuły idealnie pasują do utworów.
Gdy słucham "First breath after coma" czuje się jakbym się budził ze śpiączki. Cresendo na trzy gitary i perkusje. Tak można inaczej nazwać ten kawałek.
Energia jaka jest zawarta w tej płycie udziela mi się z każdą minutą. W tej "recenzji" nie mogę nie wspomnieć choćby słowem o najlepszym utworze na płycie, czyli "Your hand in mine". Cudo. Jest w nim coś intymnego, wyjątkowego, tak jakby faktycznie się czuło czyjąś dłoń w swojej.
Żaden Mogwai, Godspeed You! Black Emperor i inne takie nie dorówna EITS moim zdaniem. Nikt nie nagra takiej płyty jak ta. Nawet sami jej twórcy nigdy chyba nie nagrają czegoś równie świetnego.
6/6
2 comments:
Jam wyraził swoje powątpiewanie w istnienie klawiszy na płycie, ale ich nie wykluczyłem, skoro potwierdzasz ich niebyt, jestem szczęśliwy ;)
Wlasnie obaduje te plytke i musze sie zgodzic z wyroznieniem Your Hand In Mine, zapada w musk od pierwszego uslyszenia. Co do First Breath After Coma... mialam na foobarynce z wczoraj ustawione repeat track i dopiero po 4 odluchach zorientowalam sie, ze to wkolko ten sam utwor xD
Post a Comment